"Lasy zamiast klasy" w SP 5 w Goleniowie. Lekcje w hamakach i na sankach

Paweł Palica
Paweł Palica
Lekcje w bezpośrednim kontakcie z naturą, w lesie, przy ognisku, a przede wszystkim łamiące schematy, uczące samodzielności i pracy w zespole? Dlaczego nie? Takie właśnie zajęcia organizowane są od kilku miesięcy dla uczniów najmłodszych klas Szkoły Podstawowej nr 5 w Goleniowie.

Program "Lasy zamiast klasy" od początku tego roku szkolnego realizuje Marta Król. Wcześniej podobne zajęcia prowadziła w prywatnym przedszkolu "Kacper" w Załomiu, teraz przeniosła je na grunt publicznej, prowadzonej przez gminę szkoły. Dodajmy, że położonej na skraju miasta, tuż przy lesie i dużym parku miejskim, jest to więc idealna baza do wyjść w plener. I odbywają się one przez cały rok szkolny, a SP 5 jest prawdopodobnie jedyną publiczną szkołą w Polsce, która ma je wpisane w swój program.

Obudziło się marzenie

Jak sama Pani Marta przyznaje, inspiracji do stworzenia takiego modelu nauki dla dzieci miała wiele. Od podróży po Skandynawii, gdzie takie lekcje prowadzone są od lat, przez męża leśnika, po współpracę z ośrodkiem "Frajda" w Czarnocinie.

- W końcu obudziło się we mnie marzenie, by w ten sposób pracować z maluchami, w "Kacprze" drzwi były dla mnie otwarte, a w końcu trafiłam do Szkoły Podstawowej nr 5. I jedenaście klas, bo tyle ich jest w przedziale od zerówki do trzeciej, czyli 264 dzieci, wychodzi ze mną raz w miesiącu na kilkugodzinną wyprawę

- mówi M. Król.

Jak takie wyprawy wyglądają? Jak mówi ich organizatorka, nie mają sztywnego scenariusza a za ich przebieg często odpowiadają same dzieci, ich zainteresowana, znaleziska czy uważność w obserwacji. Są wyjścia tematyczne, gdy zdarzy się na przykład Dzień Jeża, wtedy oczywiście uczniowie szukają wszystkiego, co z tymi zwierzakami związane. Kluczem do wszystkiego jest jednak podążanie za ciekawością dziecka i gdy - jak ostatnio - ktoś znajdzie na przykład fragment ogona wiewiórki, rozmowy dotyczą właśnie tego, co w tym miejscu mogło się wydarzyć, poszukiwane są różne ślady i tropy. W takich sytuacjach ważne są emocje, bo wtedy łatwiej zapamiętać to, co działo się podczas wyprawy do lasu. Uczniowie zresztą uczą się rozpoznawać nawet... zwierzęce odchody. Korzystają też z tego, co w lesie można znaleźć, przygotowując lemoniadę z dzikiego bzu czy dodając jego kwiaty do ciasta, smażąc później placki. Dziki bez wykorzystywać można zresztą na wiele innych sposobów, są też jagody, poziomki, grzyby, a pomysłów na ich wykorzystanie jest wiele.

Powrót do korzeni

- Tym lekcjom przyświeca idea powrotu do tego, skąd się wywodzimy, chcę też oderwać dzieci trochę od elektroniki, która jest obecnie w ich życiu wszechobecna. Ale nie jest tak, że podczas leśnych zajęć obowiązuje zakaz używania komórek, bo jednak są one przydatne chociażby do robienia zdjęć. Chodzi przede wszystkim o kształtowanie tak zwanych kompetencji miękkich, bo przecież teraz wymaga się od ludzi, żeby byli kreatywni, innowacyjni, umieli pracować w zespole. Tego wszystkiego można uczyć poprzez edukację leśną. Ale uczniowie mają przy tym dużo swobody, mogą pobujać się razem w hamaku czy pograć w berka. A kiedy te dzieci mają się nauczyć, jak kierować swoim życiem, jeśli nie w swobodnej zabawie?

- komentuje Marta Król.

Co ważne, podczas wypraw do lasu pojawią się także elementy normalnej edukacji szkolnej, od nauki liczenia, przez litery, po plastykę i zajęcia praktyczne. Ognisko co prawda rozpalane jest na terenie szkoły, bo w lesie robić tego nie można, wiele czynności dzieci muszą jednak wykonać same mając do dyspozycji to, co jest pod ręką. Ekwipunku jest jednak sporo, bo w cieplejsze dni są to chociażby hamaki i liny, na których można wykonywać różnego rodzaju ćwiczenia, zimą - sanki, maty do siedzenia, plandeka, pod którą można się skryć przed deszczem, nawet termosy z gorącą herbatą. Wyjść się praktycznie nie odwołuje, bo nie ma nieodpowiedniej pogody na spacer, jest tylko złe ubranie. A zarówno dzieciom, jak i ich rodzicom, bardzo takie zajęcia się podobają. Widać to zresztą po tym, jak dobrze maluchy są przygotowane do wyjść.

Będzie ciąg dalszy?

Dziwić to zresztą nie powinno, bo zajęcia nie są monotonne, zmieniają się tak, jak różne są od siebie pory roku. Rusza właśnie cykl wypraw ptasich, w trakcie których uczniowie będą ptaków wypatrywać, uczyć się je rozpoznawać, a przy pomocy dwóch patyków - namiastki ptasiego dzioba - spróbują zbudować gniazdo. A może znajdą wypluwkę sowy i same sprawdzą, co ten drapieżnik wcześniej zjadł. Może wiewiórkę, po której na śniegu zostały jedynie resztki ogona?

- Niedawno jedna z dziewczynek mi powiedziała, że jak będzie duża, to sama będzie pokazywać dzieciom wypluwki sowy. Dla takich chwil warto pracować

- śmieje się Marta Król.

Realizowany w goleniowskiej Szkole Podstawowej nr 5 program "Lasy zamiast klasy" póki co jest projektem pilotażowym. Ma być jednak prowadzony także w przyszłym roku, jest więc duża szansa na to, że stanie się stałym elementem lokalnego systemu edukacji. Oby tak się stało, bo jak widać na zdjęciach zamieszczonych w galerii, zajęcia są niezwykle dla dzieci ciekawe.

Szczepienia w szkołach wciąż za mało popularne

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie